Jak uratować spółkę?

|

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych SIPMA S.A. stała na skraju bankructwa. A potem w ciągu w 4 lat spółka podwoiła obroty. Z 70 do 150 mln zł.

SIPMA S.A. przeszła już wiele. Począwszy od zawirowań związanych z przemianami gospodarczymi lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, przez zagrożenie upadłością, po dynamiczny rozwój. Dziś SIPMA S.A. jest potentatem na rynku pras kostkujących, pras zwijających i owijarek. Recepta na sukces? Wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów i nie bać się ryzykować.

Unijne możliwości

Z wejściem Polski do Unii Europejskiej producenci maszyn rolniczych wiązali wielkie nadzieje. Trudno się dziwić. Dopłaty bezpośrednie, środki z funduszy europejskich na modernizację gospodarstw pozwalały oczekiwać, że zwiększy się popyt na maszyny. – Dodatkowo poziom modernizacji polskiej wsi przed wejściem do Unii pozostawiał wiele do życzenia. Zniszczone i przestarzałe maszyny i brak szans na powrót do starych technologii. Jednocześnie następowała zmiana pokoleniowa, a młodzi rolnicy chcieli modernizować gospodarstwa. Robił się bardzo ciekawy rynek – wspomina Leszek Kępa, prezes Grupy SIPMA. Ożywienie nastąpiło już w pierwszej połowie 2004 roku. Pośrednio za sprawą Wspólnoty. Wraz z wejściem Polski do Unii wzrastał podatek VAT na maszyny rolnicze. Z zera do 22% Rolnicy chcieli zdążyć przed pierwszym maja i kupić maszyny po starych cenach. To przełożyło się na kilkudziesięcioprocentowy wzrost sprzedaży. Choć potem zainteresowanie rolników trochę osłabło, to i tak dotacje unijne przyczyniły się do wyższej sprzedaży. Od 2004 roku do dziś obroty grupy zwiększyły się ponad dwukrotnie. Z 70 do 150 mln zł. Mimo że obecny kryzys dał się SIPM-ie trochę we znaki, obecnie grupa sama finansuje swoje inwestycje. I choć ubiegły rok nie był zbyt korzystny, to wszystko wskazuje, że 2009 rok będzie lepszy. – Pierwszy kwartał 2009 r. był lepszy w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku o ok. 13% To nie jest miara chłonności rynku, tylko inwestycji i sumiennie realizowanej strategii. Dodatkowo na ubiegłoroczną sprzedaż wpłynęło zahamowanie w wydzielaniu środków na inwestycje unijne – brak możliwości wykorzystania, fundusze były, ale nie do wzięcia. A rolnicy nie będą robić inwestycji na poczet przyszłych pieniędzy – przekonuje prezes Grupy SIPMA. I na to stawia teraz grupa – nowe produkty, modernizacja parku maszynowego i inwestycje w kapitał ludzki.

Leszek Kępa – prezes SIPMA S.A.

Wielki kryzys

Obecnie SIPMA S.A. dobrze sobie radzi. Jednak zanim do tego doszło, spółka borykała się z problemami finansowymi.

Przemiany gospodarcze w latach dziewięćdziesiątych były poligonem doświadczalnym polskich przedsiębiorców. Jedne firmy w ekspresowym tempie podwajały zyski. Inne równie szybko wpadały w pętlę zadłużenia. SIPMA zrealizowała oba scenariusze.
W historii firmy było kilka momentów przełomowych. W 1990 roku SIPM-ę z państwowego przedsiębiorstwa przekształcono w polsko-włoską spółkę joint venture, cztery lata później zyskała dużego udziałowca, by w 1996 roku przekształcić się w Grupę Kapitałową SIPMA S.A. zrzeszającą sześć podmiotów. W latach 1992–1997 majątek spółki zwiększył się niemalże dziesięciokrotnie. Od 1990 roku obroty firmy wzrosły z 20 do 100 mln zł. Tak dobra sytuacja zachęciła przedsiębiorstwa wchodzące w skład grupy SIPMA do brania kredytów inwestycyjnych. To z kolei doprowadziło do „wielkiego kryzysu”, jak nazywają wydarzenia z połowy lat dziewięćdziesiątych w lubelskim przedsiębiorstwie. – Nasze problemy wynikały ze splotu niekorzystnych dla spółki zjawisk, m.in. nieudanego wejścia na giełdę i zbyt wielu zaciągniętych kredytów. Podmioty należące do grupy często zadłużały się pod zastaw całego swojego majątku. A to jest wyjątkowo niebezpieczne. Sięganie do środków obcych jest uzasadnione, ale trzeba brać pod uwagę efektywność inwestycji – mówi Leszek Kępa. Do tego trzeba dodać załamanie się rynku maszyn rolniczych. W efekcie spółka stanęła przed widmem bankructwa. Jak wspomina Leszek Kępa, w Lublinie właściwie przesądzono już los spółki. I możliwe, że ta historia tak by się skończyła, gdyby nie determinacja prezesa. By przedsiębiorstwo mogło dalej funkcjonować, trzeba było znaleźć inwestora. W 1994 roku został nim Bank Handlowy, wierzyciel firmy. – Zastałem na biurku wezwanie do natychmiastowej spłaty kredytów o wartości 4,5 mln zł. Spłata zadłużenia oznaczała koniec firmy. Postanowiłem przekonać bank, by zamienił dług na akcje. Opracowaliśmy strategię oddłużania i rozwoju przedsiębiorstwa. Poszedłem z nią do prezesa banku Cezarego Stypułkowskiego i powiedziałem: „Jeżeli wejdziecie teraz ściągać należności, odzyskacie ok. 5% wartości aktywów firmy, a jeżeli zainwestujecie, to będziecie mieć dobrą stopę wzrostu”. Prezes odpowiedział: „To ciekawy projekt” i poprosił, bym przyszedł za trzy miesiące – opowiada Leszek Kępa. Przez ten czas zarząd SIPM-y realizował plan rozwoju. I to okazało się kluczem do sukcesu. Bank Handlowy przekonał się, że warto zainwestować i został akcjonariuszem spółki. Dzięki temu SIPMA zyskała nie tylko czas, ale i kapitał potrzebny do realizowania koncepcji przedsiębiorstwa. Jak mówi prezes SIPM-y, był jeszcze jeden atut. Wiedza. – Obserwowaliśmy jak się prowadzi biznes według standardów światowych. Nauczyliśmy się też wtedy wiele odnośnie umów handlowych – wspomina prezes SIPM-y. Jak się okazało, ta współpraca była korzystna dla obu stron. Leszek Kępa podkreśla, że Bank Handlowy wyszedł ze spółki mając kilkudziesięcioprocentową stopę zwrotu.

Wykorzystana szansa

Pozyskany od banku kapitał przeznaczono na rozwój przedsiębiorstwa i inwestycje.
– Pozycję na rynku kształtują walory produktów. Doskonalenie starych i wprowadzanie nowych. Podstawowym założeniem naszej strategii jest rozwój i unowocześnianie oferty – tłumaczy swoją decyzję Leszek Kępa.

Ale by móc wprowadzić te słowa w czyn, konieczne były inwestycje w park maszynowy i nowe technologie. Od 2003 do 2008 r.
wzrost nakładów inwestycyjnych na rozwój zwiększył się niemal dziesięciokrotnie. – Nasz cel strategiczny to utrzymanie lub podwyższenie poziomu technologicznego do rozwiązań obowiązujących na świecie. Prędzej czy później wartość pracy będzie rosła i jakość będzie wartością nadrzędną. Zwłaszcza, że naszą produkcję liczymy nie w dziesiątkach tysięcy sztuk, a w setkach. Dlatego zainwestowaliśmy w rozwój technologii. Najlepszym przykładem jest proces obróbki plastycznej, tzw. tłoczni. Wcześniej to była najbrudniejsza część zakładów. Teraz jest tam jak w laboratorium – tłumaczy Leszek Kępa.

Wyłożono środki na modernizację maszyn do obróbki cieplnej i obrabiarki sterowanej numerycznie. Jak mówi Leszek Kępa, Unia Europejska dyskwalifikuje stare maszyny – mało wydajne i energochłonne. W dodatku ceny energii wzrosną, a nowe technologie są przyjaźniejsze środowisku i poprawiają warunki pracy pracowników. Dlatego w ciągu kilku ostatnich lat w lubelskim przedsiębiorstwie pojawiały się nowe urządzenia, m.in. wycinarka laserowa, prasa krawędziowa sterowana numerycznie, numeryczna zwijarka do blach, robot spawalniczy, pionowe centrum obróbkowe. Nadszedł czas na inwestycję w maszyny do obróbki malarskiej.

Prace nad nowymi rozwiązaniami zaowocowały wprowadzeniem na polski rynek technologii produkcji sianokiszonki w postaci bel zwijanych i zapewnienie pełnej jej mechanizacji. Dzięki temu rozpoczęto produkcję wielu typów pras zwijających, owijarek i szeregu maszyn uzupełniających pełną linię technologiczną, m.in. kosiarek dyskowych, rozwijaczy i nośników bel, wózków samozaładowczo-stertujących, ładowaczy czołowych, rozdrabniaczy bel.

Jednym z najnowszych produktów jest prasa zwijająca zmiennokomorowa Z-599, przeznaczona do zbioru słomy, siana i zielonki na sianokiszonkę. Jak przystało na nowoczesną maszynę rolniczą, wyposażona jest w komputer pokładowy. Monitoruje on m.in. prawidłowość działania newralgicznych elementów prasy, kontroluje równomierność wypełnienia komory, umożliwia regulację średnicy beli i jej stopnia zgniotu.

Dziś prasy zwijające, owijarki oraz prasy kostkujące to flagowe produkty grupy. I w tych segmentach SIPMA jest niekwestionowanym liderem. Udział w rynku pras zwijających kształtuje się na poziomie 40%, owijarek – 50%. W przypadku pras kostkujących udział w rynku wynosi aż 65-70%. Jednak SIPMA walczy o więcej, a grupa się rozwija. W 2008 roku Grupa SIPMA połączyła się z Agro Trading, a rok później ze spółką Plastform.

Stare i nowe wyzwania

Jednak stale unowocześniany park maszynowy i rozwój technologii to tylko jedna strona medalu. Jak podkreśla prezes SIPM-y, firma swój sukces zawdzięcza nowoczesnemu zarządzaniu oraz inwestycjom w kapitał ludzki. Rokrocznie na szkolenia pracowników przeznacza kilkaset tysięcy złotych. – Do 2012 roku planujemy wdrożyć taki styl pracy i kultury przedsiębiorstwa, aby stać się przedsiębiorstwem innowacyjnym. To znaczy takim, które świetnie potrafi wyczuć rynek – zdradza Leszek Kępa. I dodaje, że by wszystko toczyło się zgodnie z planem, a zmiany szły w dobrym kierunku, w 2004 roku w przedsiębiorstwie wprowadzono Strategiczną Kartę Wyników. To inaczej mówiąc przedstawienie strategii w postaci zestawu mierzalnych celów niezbędnych do realizacji misji firmy. Dzięki realizowaniu tej koncepcji ma zostać zapewniona spójność między celami a podejmowanymi działaniami. Służy też do mierzenia i kontroli efektów. Wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorstwo jest na jak najlepszej drodze do osiągnięcia celu. Spółka była wyróżniona tytułem „Gazeli Biznesu” dziennika „Puls Biznesu”. A w zeszłorocznym rankingu znalazła się na dziewiątym miejscu wśród „500 Najbardziej innowacyjnych firm w Polsce”. Polska Akademia Nauk doceniła m.in. jej nakłady na badania i rozwój, inwestycje w nowe technologie, a także nowoczesne rozwiązania procesów organizacji i zarządzania.

W kraju i za granicą

W Polsce SIPMA chce dotrzeć do nowej grupy odbiorców. W tej chwili najwięcej maszyn z lubelskiego przedsiębiorstwa kupują rolnicy posiadający gospodarstwa o powierzchni od 10 do 100 ha. W planach jest dotarcie z ofertą do farmerów, których gospodarstwa przekraczają 100 ha. By to osiągnąć, spółka chce zapewnić pełną ofertę nowoczesnego sprzętu dla gospodarstw rolnych.

Choć Polska wciąż pozostaje głównym rynkiem zbytu dla Grupy SIPMA, to przedsiębiorstwo działa też poza granicami naszego kraju. Stany Zjednoczone, Bliski Wschód, Bałkany, Skandynawia, Francja i Austria to tylko część z rynków, na których można spotkać produkty lubelskiego producenta. Na eksport trafia ok. 20% produkcji przedsiębiorstwa. Jednak dla Grupy SIPMA priorytetowe są rynki wschodnie. Dlatego w maju zeszłego roku grupa powołała do życia nową spółkę – SIPMA Ru, czyli przedstawicielstwo firmy w Rosji i na Białorusi. To posunięcie pokazuje, że mimo kryzysu te rynki mają duży potencjał. – W tym i ubiegłym roku obserwujemy poważne załamanie obrotów, ale moim zdaniem to się zmieni i nasze wschodnie przedstawicielstwo będzie się dynamicznie rozwijać. Na Ukrainie i w Rosji widać ogromne zapotrzebowanie na nowoczesny sprzęt rolniczy – mówi Leszek Kępa. Dlatego pomimo niepokojących informacji o stanie ukraińskiej gospodarki spółka nie zamierza zrezygnować. Bo na podstawie własnych doświadczeń wie, że z kryzysu można wyjść obronną ręką.  ■

(fot. SIPMA S.A.)