Wszystko, co tanie, szybko się kończy

Wszystko, co tanie, szybko się kończy

02/10/2012

Nie ma chyba Polaka, który nie słyszałby o OLT Express, tym bardziej że przewoźnik był związany z firmą Amber Gold, która z kolei od jakiegoś czasu znajduje się w centrum uwagi za sprawą słynnej afery. Przewoźnik, który miał zrewolucjonizować rynek lotów pasażerskich w Polsce, nagle powstał i równie nagle upadł. A miało być tak pięknie…

Ceny lotów kusiły, z Gdańska do Krakowa można było przelecieć za 99 zł, i to zaledwie w godzinę. W niektórych przypadkach podróż OLT Express była tańsza niż koleją, gdzie często warunki bywały gorsze niż spartańskie, a ceny jak z kosmosu. Dzięki tanim połączeniom zwiększył się odsetek Polaków, których stać było na podróżowanie samolotem.

Trzymiesięczna bajka

OLT Express nagle powstał i równie nagle upadł. Ale trzy miesiące działalności spółki były bardzo efektowne. Skala i koszty inwestycji OLT Express w samoloty, reklamę, catering czy dodatkowe linie autobusowe dowożące pasażerów na lotniska były niewspółmierne do potencjału naszego rynku lotniczego. Tym bardziej że prawie nigdzie w Europie połączenia regionalne nie są opłacalne, zwłaszcza jeśli wozi się pasażerów paliwożernymi odrzutowcami.

OLT Express w trzy miesiące przewiózł 300 tys. pasażerów. Zawieszając działalność, zostawił na lodzie kolejne 130 tys. To dowód na to, że na zaniedbanym do tej pory polskim rynku lotniczym jest przynajmniej milion pasażerów rocznie, którzy są skłonni zapłacić za bilet.

Z danych OLT wynika, że straty generowane przez zapełnione w 70–75% airbusy były niewielkie. 15 z setki uruchamianych codziennie połączeń przynosiło zyski. Przy rozsądnym zarządzaniu była szansa na ograniczenie strat, a nawet, po stopniowych podwyżkach cen biletów i wprowadzeniu nowych usług – na przykład ubezpieczeń – na osiągnięcie zysków.

Do tego potrzebny był bogaty właściciel, który mógłby zapewnić stabilne finansowanie przynajmniej przez kilkanaście miesięcy. Właścicielem OLT Express była spółka finansowa Amber Gold należąca do Marcina P. W kwietniu Amber Gold zapowiadał, że OLT Express ma trzy lata na osiągnięcie rentowności. Pieniądze skończyły się już po trzech miesiącach. Amber Gold sam wpadł w kłopoty… I to poważne, bo okazało się, że oszukał miliony Polaków.

Koniec taniego latania?

O dziwo, pojawienie się na rynku OLT Express spowodowało, że u wymienionych przewoźników liczba pasażerów wzrosła. Powód jest prosty, pojawienie się nowego przewoźnika wymusiło obniżenie cen biletów u pozostałych przewoźników, co oczywiście ucieszyło klientów. A dla nich wciąż mniej ważne jest to, jaką linią lecą, ważniejsze, by było tanio. Wiadomo, że bilety często kupuje się na kilka tygodni przed planowanym wylotem, więc klienci, którzy nabyli tańsze bilety, będą korzystać z nich jeszcze przez jakiś czas.

Jednak zaraz po upadku OLT Express PLL LOT SA podniósł ceny biletów krajowych. „Byliśmy zmuszeni do przywrócenia opłaty transakcyjnej, która wynosi 48 zł – mówi Leszek Chorzewski z PLL LOT SA. – Gdy na rynku pojawił się nasz konkurent, opłata ta została zniesiona”.

Natomiast Tomasz Brdyś z Eurolot SA mówi wprost: „Musimy mieć świadomość, że aby latanie na połączeniach krajowych się opłacało, koszt przeciętnego biletu krajowego musi wynieść minimum 200 zł”. To o ponad sto procent więcej, niż proponował OLT Express.

Dodatkowo OLT Express rzucał swoich konkurentów na kolana perfekcyjnie opracowaną siatką lotów. Wprowadził mianowicie zasadę połączeń bezpośrednich. Eurolot SA ma takich połączeń niewiele, to przysłowiowa kropla w morzu potrzeb. PLL LOT SA wprawdzie łączy ze sobą wszystkie miasta, ale by dolecieć z Gdańska do Krakowa, trzeba przymusowo lądować w Warszawie, co wydłuża czas przelotu i oczywiście zwiększa koszty biletów.

Biorąc pod uwagę te argumenty, upadek OLT Express można uznać za niepowetowaną stratą na polskim rynku lotniczym.

Sposobem na tanie loty krajowe może być wprowadzenie do ich obsługi małych odrzutowych i zarazem tańszych w obsłudze od boeingów samolotów typu cessna dla 18 pasażerów.