Volkswagen znów pokazuje, że potrafi mówić o przyszłości tak, by brzmiała jak rewolucja, choć w praktyce pachnie raczej chłodną kalkulacją. We Wrześni, gdzie fabryka koncernu od 2016 roku stanowi wizytówkę nowoczesności i technologicznej dumy, powstaną dwie nowe hale jedna do budowy karoserii, druga do magazynowania baterii. Oficjalny cel? Produkcja kolejnej generacji w pełni elektrycznego Craftera. Nieoficjalny? Umocnienie wizerunku „zielonego giganta”, który potrafi inwestować w transformację energetyczną, nie wychodząc przy tym ani o krok poza bezpieczne granice korporacyjnego komfortu.

Jak czytamy w komunikacie PAP – zakończenie inwestycji przewidziano na 2027 rok, ale o jej wartości nic nie słyszymy. Być może dlatego, że za hasłami o przyszłości motoryzacji kryje się coś znacznie bardziej przyziemnego: chłodne liczenie kosztów i korzyści.

Firma chwali się nowoczesnością, ale unika deklaracji dotyczących nowych miejsc pracy. Bo i po co? W końcu fabryka, która zatrudnia dziś około 9 tysięcy osób, nie potrzebuje już ludzi w klasycznym sensie, wystarczy ponad 1300 robotów i systemy jakości wspierane sztuczną inteligencją. Oficjalna narracja mówi o „zabezpieczeniu istniejących etatów”, co w języku przemysłowej rzeczywistości brzmi jak: „nie zwolnimy, ale nie liczcie, że zatrudnimy”.

Wszystko to przy aurze ekologicznej doskonałości zakład zasilany zieloną energią, częściowo z własnej farmy fotowoltaicznej. Idealny obraz dla komunikatów PR, które można wysłać do centrali w Wolfsburgu i do większości europejskich mediów. Ale gdy kurz opadnie, pozostanie pytanie: czy to rzeczywiście dowód na proekologiczną wizję przemysłu, czy raczej kolejna odsłona korporacyjnej gry w zrównoważony rozwój, w której najważniejsze jest to, by dobrze wyglądało w raportach ESG?

Volkswagen ma niewątpliwy talent do autopromocji. Września ma być wizytówką „elektrycznej przyszłości”, ale coraz bardziej przypomina poligon doświadczalny dla automatyzacji, w którym człowiek staje się dodatkiem do procesu, a nie jego centrum. Kiedyś budował samochody dla ludzi. Dziś wygląda na to, że buduje fabryki dla robotów i opowiada o tym z entuzjazmem godnym epoki.