Metaltech – Lubimy kolor koszulki lidera

Metaltech – Lubimy kolor koszulki lidera

03/12/2013

Produkcja dla rynku rolniczego nie należy do łatwych, przede wszystkim ze względu na fakt, że rynek ten jest rynkiem wymagającym, a ponadto różnie bywa z jego kondycją. Jednak firma Metaltech z Mirosławca postawiła na jakość produktów i na brak zamówień nie narzeka. Nad sprawną działalnością firmy czuwa jej zarząd w osobach Ireneusza Ciepielewskiego – dyrektora handlowego, Ryszarda Beer – dyrektora technicznego – i Janusza Borowca – szafa zaopatrzenia. O firmie Metaltech rozmawiamy z Markiem Daczyszynem – szefem marketingu.

Przeszło 20 lat działalności to sporo czasu. Jak pan ocenia firmę przez te wszystkie lata. Co nie wyszło, a co się udało? Może warto podsumować te dwie dekady działalności Metaltechu?
20 lat to faktycznie długi okres. Na co dzień tego nie odczuwamy, mamy zbyt wiele pracy, aby móc sobie pozwolić na wspominanie. Jeszcze przyjdzie na to czas, może wtedy, gdy zarządzaniem zajmie się drugie pokolenie. Ale to nie nastąpi szybko. Zbyt wiele mamy jeszcze do zrobienia.

Jak oceniam firmę przez te wszystkie lata? Skłamałbym, gdybym powiedział, że było to pasmo nieustających sukcesów. Zmagaliśmy się z kilkoma przysłowiowymi kłodami, które należało usunąć z drogi. Musieliśmy zrobić to sami. Nie było lekko.

Mamy kilkanaście ulubionych produktów, z których jesteśmy zadowoleni i dzięki którym zbudowaliśmy markę Metaltech, znaną nie tylko w Polsce. Życzyłbym sobie w najbliższym czasie takich wskaźników wzrostu sprzedaży, jakie notowaliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat.

Skąd pomysł na Metaltech? Proszę opisać historię powstania i rozwoju firmy.
Wiosną 1992 r. trwał proces likwidacji dawnego zakładu Państwowego Ośrodka Maszynowego. Burmistrz Mirosławca Józef Śliwiński nie wiedział, co zrobić z ludźmi, a także majątkiem likwidowanego zakładu. Brak zainteresowania ze strony potencjalnego inwestora zmusił ówczesne władze gminne do pomocy w realizacji pomysłu, który mieli trzej koledzy zainteresowani podjęciem ryzyka. Poza tym należy pamiętać, że rozparcelowane w tamtym czasie państwowe rolnictwo, zwłaszcza w tej części Polski, raczej nie myślało o zakupach, tylko tak naprawdę zaczynało dopiero się tworzyć. Mirosławiecki POM znany był z produkcji przyczep, ale zbywano je w zupełnie innych realiach. Istota pomysłu polegała na tym, aby na bazie starego zakładu powstała nowa firma. Plan był taki, że trójka wspólników zakłada spółkę, która wydzierżawia zakład, bierze stojące w nim maszyny w leasing, a powstała firma zajmuje się produkcją tego, co dotychczas robił POM, czyli przyczep rolniczych. Według zapewnień burmistrza było na nie sporo zamówień, co – jak się niebawem okazało – nie było do końca prawdą. Wspólnicy wydzierżawili dwie stare hale, które znajdowały się nieopodal dzisiejszej lokalizacji Metaltechu, zaproponowali również zatrudnienie dawnym pracownikom. Pierwszy egzemplarz znalazł nabywcę 20 kwietnia 1992 r. Wtedy ruszyła produkcja kolejnych 6 sztuk, pieniądze były nieustannie „w ruchu”. Kiedy kończył się rok 1992, początkująca firma zatrudniała już ponad 90 osób, a w ciągu 8 miesięcy sprzedała kilkaset przyczep. To, co miało być pomysłem na „trzy miesiące, góra pół roku”, wciągnęło nie tylko ich, ale również pracowników. Bilans obrotów osiągnął naprawdę przyzwoity pułap – prawie 11 mld ówczesnych zł, spółka spłaciła zaciągnięty 50-milionowy kredyt poręczony przez Gminę i Miasto Mirosławiec, zakupiła sporo prostych maszyn i urządzeń. Rok 1993 i kolejne lata to okres, w którym Metaltech bardzo szybko zdobył sobie uznanie na rynku i zaufanie klientów. W ciągu pierwszych 4 lat rezultaty sprzedaży i wyniki były naprawdę imponujące. W porównaniu z końcem roku 1992 w okresie 48 miesięcy poziom obrotów zwiększył się pięciokrotnie, a zatrudnionych pod koniec 1996 r. było 129 osób. W roku 1995 z inicjatywy zarządu Metaltechu i innych polskich firm została powołana Grupa AGRO7 – związek kilku najważniejszych w kraju firm zajmujących się produkcją maszyn i sprzętu dla rolnictwa. Grupa działa do dzisiaj, prowadząc przede wszystkim wspólną politykę marketingowo-informacyjną oraz stosując ujednolicone zasady sprzedaży. Systematycznie się rozwijamy się i unowocześniamy swój park maszynowy, nie szczędzimy wsparcia i pomocy dla pracowników, którzy chcą podwyższać specjalistyczną wiedzę i swoje kwalifikacje.

Proszę scharakteryzować waszą produkcję.
W ciągu tych dwóch dekad działalności asortyment maszyn i przyczep rolniczych, które opuszczają bramy naszego zakładu, jest już dosyć spory. Zaczynaliśmy od przyczepy samozbierającej T010, później były przyczepy rolnicze serii DB, które stały się produktem flagowym naszego zakładu, a następnie skomplikowane maszyny rolnicze sterowane elektronicznie, wyposażone w monitoring pracy, kontrolujący załadunek i rozładunek z kabiny ciągnika. Mówiąc o produktach flagowych, nie możemy zapomnieć o innych seriach maszyn wspomagających prace w branży mleczarskiej, budowlanej czy komunalnej.

Sektor mleczarski i zielonkowy branży rolniczej to kilkanaście produktów serii WP i WX, czyli popularnych w Polsce i za granicą wozów paszowych. Największy z nich może jednorazowo przygotować paszę dla 200 krów. Przyczepa ROTO 10 potrafi zebrać 60 m3 trawy. Branżę budowlaną możemy wyposażyć w przyczepy do transportu ciężkich materiałów sypkich. Asortyment tonażowy naszych PBN-ek sięga 10–30 t. Największe z tych przyczep spoczywają na skomplikowanych wieloosiowych zwieszeniach hydraulicznych. Podobnie wygląda asortyment dedykowany branży komunalnej, gdzie wachlarz zabieranych ładunków waha się od 6 do 30 t.

Bez cienia wątpliwości mogę zapewnić, że jesteśmy liderem wśród producentów przyczep dedykowanych branży rolniczej i im podobnych przyczep przeznaczonych do ciągników rolniczych.

W większości prowadzicie produkcję maszyn rolniczych. Ale jeden z odrębnych działów firmy to maszyny dla przemysłu leśnego. Proszę przedstawić ofertę firmy w tym zakresie.
Nie możemy, oczywiście, zapomnieć o szerokim wachlarzu urządzeń i maszyn leśnych wspomagających pracę w szkółkach leśnych. Ich również jest kilkanaście rodzajów. To jednak produkcja uzupełniająca i sezonowa. Z większych urządzeń tego typu mamy sześciotonową ścinarkę do wierzby energetycznej, której jesteśmy jedynym producentem w Polsce.

Leśnictwo to wymagająca dziedzina przemysłu. Jak sobie radzicie z tymi wymaganiami?
Mamy specjalną komórkę w dziale konstrukcyjnym, która zajmuje się realizowaniem potrzeb polskiego leśnictwa. Zajmujemy się tylko urządzeniami wspomagającymi prace w szkółkach leśnych, gdzie dbają o wzrost wydajności plantacji i wspomagają produkcję sadzonek.

Wróćmy jednak do rolnictwa. Czym powinna się charakteryzować dobra maszyna rolnicza?
Oczekiwania rolników są bardzo różne, nikomu nie udało się trafić w gusta wszystkich. Stąd tak wielu producentów przyczep rolniczych. Naszą dewizą jest zachowanie szczelności. Przyczepom nadajemy tak zwaną „Gwarancję szczelności na rzepak”.

Produkty naszej marki zdobyły już renomę nie tylko na rynku polskim. Zainteresowani przyczepami serii DB nie szukają u nas atrakcyjnych cen. Przyczepa dobra i tania to są dwie różne przyczepy. My skupiliśmy się na jakości produktu końcowego składanego z markowych komponentów przez wykwalifikowaną kadrę pracowniczą. O estetykę przyczepy dbają również fachowcy działu lakierniczego, nakładający na burty i elementy doposażenia przyczepy lakier metodą proszkową, który jest dużo bardziej odporny na uszkodzenia mechaniczne. Maszyny rolnicze, do których produkcji używana jest stal Optim marki Ruukki, charakteryzują się wysoką odpornością na agresywne środowisko organiczne, w którym one pracują. Tym samym żywotność takiej maszyny – poprzez dostosowanie produktu do środowiska, w którym ona pracuje – jest o wiele dłuższa.

Zanim dany produkt trafi do produkcji masowej z deski kreślarskiej, przechodzi wiele testów. Na co zwracacie szczególną uwagę podczas tworzenia kolejnego modelu danej maszyny?
Od pomysłu do gotowego produktu jest bardzo długa droga. Testy to końcowy etap bardzo zaawansowanych prac nad projektem. Przeprowadzamy obliczenia MES, a na gotowym projekcie badania tensometryczne. Usuwamy usterki i wysyłamy do zaprzyjaźnionego gospodarstwa w celu konfrontacji naszych wyników z zachowaniem się w naturalnym środowisku pod skrajnymi obciążeniami. Jeżeli urządzenie spełni oczekiwania działu konstrukcyjnego oraz handlowego, który jest „oczami” potencjalnego kupca, maszyna wchodzi do produkcji i sprzedaży. Zazwyczaj poprzedza to premiera jednego z pierwszych prototypów na znaczących targach, które odbywają się 2–3 razy do roku. Są to targi Agro Show w Bednarach, Targi Agrotech w Kielcach lub Polagra-Premiery w Poznaniu.

Trzeba przyznać, że rolnictwo w Polsce nie znajduje się w najlepszej kondycji. Mówi się wręcz o zapaści. Jak to się przekłada na działalność firmy?
To fakt, brak środków w tej branży odczuwalny jest wśród producentów maszyn rolniczych.

Spadek zamówień odbił się na wskaźnikach sprzedaży. Gołym okiem będzie to można zauważyć na przestrzeni nadchodzących kilku miesięcy. Ciężko przewidzieć ruch gospodarczy, ale z optymizmem myślę, że wiosną ruszy nie tylko wegetacja roślinna.

Firma musi jednak obłożyć swoje moce produkcyjne dzięki kreatywności kadry zarządzającej. Sądzę też, że jesienią przyszłego roku konkurencja będzie trochę słabsza niż w tym roku.

Dokąd trafiają wasze produkty? Kto jest ich największym odbiorcą?
Największym odbiorcą naszych przyczep są ludzie, którzy doceniają jakość i funkcjonalność.

Nasze przyczepy cieszą się ogromną popularnością zarówno w Polsce, jak i za Odrą. Dużym powodzeniem cieszą się w Holandii, Danii oraz Europie Wschodniej – aż po Kaukaz. Ostatnio ożywił się rynek na południu Europy, ale chwilę jeszcze potrwa, zanim odbiorców z tamtych regionów zaliczymy do największych, choć bardzo na nich liczymy i dbamy o zawarte kontakty. Dokąd jeszcze trafiają nasze produkty? Jeżdżą za rosyjskimi ciągnikami za Uralem, ładowane są na nie oliwki ze słonecznej Italii, ale można je też spotkać na afrykańskich bezdrożach.

A jak wygląda sprawa konkurencji?
Konkurencję należy szanować i obserwować jej poczynania. Najbardziej lubię, gdy jest kilka kroków za nami. I tego właśnie pilnuję. Lubię kolor koszulki lidera.

Metaltech może się pochwalić bardzo nowoczesnym parkiem maszyn produkcyjnych. Proszę scharakteryzować waszą firmę pod tym kątem.
Mamy się czym pochwalić. Ostatnimi laty dużo zainwestowaliśmy w modernizację parku maszynowego i odmłodzenie technologii produkcji. Zakup lasera firmy Mazak z głowicą 3D, wypalarek plazmowych, centrów obróbczych sterowanych numerycznie tej samej firmy, kilka zrobotyzowanych stanowisk spawalniczych i do cięcia marki MOTOMAN, krawędziarki o długości 8 m, automat do spawania ciągłego pod topnikiem o długości spawu 8 m, spawarki MIGATRONIK z reduktorami gazu sterowanymi za pomocą komputera, wejściami na karty SD służącymi do programowania tych urządzeń wprowadziły pracę spawacza w XXI w.

Wszystko to przekłada się na efekt końcowy, którego nie musimy się wstydzić.

Mówi się, że Polska nie jest łatwym krajem do prowadzenia jakiejkolwiek działalności gospodarczej. Jak to wygląda w województwie zachodniopomorskim na przykładzie Metaltechu?
Nigdzie nie jest łatwo prowadzić biznes. Ale w Polsce faktycznie trzeba mieć ogromną wiedzę z różnych dziedzin, aby nie dać się zaskoczyć ustawodawcy. Dajemy sobie z tym radę. A na swoim terenie czujemy się jak ryba w wodzie. W obszarze działalności średnich firm jesteśmy w czołówce na terenie województwa zachodniopomorskiego. I zamierzamy tam pozostać.

Pomówmy o waszej kadrze.
To jeden z najważniejszych elementów każdej firmy. Trudno tu wyróżniać kogokolwiek, bo wszyscy są potrzebni dla sprawnego działania firmy. Jak w każdej firmie horyzonty wytyczają ludzie z działów marketingu i sprzedaży, ale przekuwają je w fizycznie działające maszyny inżynierowie z działu konstrukcyjnego.

Dalszy ciąg łańcucha zależności to cały pion produkcji, który urzeczywistnia to, co nakreślili wcześniej inni. Do tego dochodzą wszystkie działy powiązane, choćby księgowość i nadzór ekonomiczny, który na końcu stwierdza, czy nasze działania przebiegały zgodnie z założeniami. Nie wyobrażam sobie pracy w zarządzie i kierowania spółką bez któregokolwiek z działów i związanych z nimi ludźmi. Mam nadzieję, że załoga również widzi perspektywy pracy w spółce, czego dowodzi stosunkowo mała rotacja kadry.

Jakie plany na przyszłość ma Metaltech?
Tutaj musimy przedstawić sprawę w paru aspektach. Przede wszystkim rynkowym – chcielibyśmy mocniej zaistnieć na rynkach eksportowych i na tym skoncentrowane będą działania, zwłaszcza przy budowie sieci dealerskiej. Mamy nadzieję, że udział w najbliższych targach w Hanowerze oraz na targach Agrotechnika przyczyni się do częściowej realizacji zadania. Planujemy rozwój oferty – wprowadzenie do produkcji kolejnych modeli maszyn i przyczep rolniczych. Jakich konkretnie – o tym pewnie słychać będzie przy okazji targów Agro-Premiery w Poznaniu, więc na razie nie zdradzamy tajemnicy. W tym roku zaczęliśmy też budowę zakładu nr 2, popularnie zwanym Metaltechem 2 . Docelowy teren inwestycyjny to działka o powierzchni 20 ha.

W pierwszym etapie zagospodarowujemy działkę 5-hektorową, gdzie powstanie hala produkcyjna o powierzchni 4 tys. m2 oraz zaplecze logistyczne dla wyrobów gotowych. Inwestycja ma zostać oddana do eksploatacji w połowie 2014 r.