Czy właśnie przekroczyliśmy granicę między technologią a biologią, czy tylko kolejny raz wmówiono nam, że „rewolucja” to kwestia marketingu? CL1, biokomputer australijskiej firmy Cortical Labs, to projekt, który z jednej strony budzi zachwyt a z drugiej niepokój w równych proporcjach. Mówimy tu bowiem nie o kolejnym algorytmie uczenia maszynowego, ale o komputerze, który dosłownie myśli z wykorzystaniem ludzkich komórek mózgowych.

Inżynierowie z Melbourne połączyli hodowane neurony z krzemowym podłożem, tworząc hybrydę biologiczno-cyfrową, coś, co sami nazywają „Synthetic Biological Intelligence”. Brzmi jak science fiction, ale 2 marca 2025 roku w Barcelonie ten koncept zadebiutował oficjalnie na rynku. I choć brzmi to jak technologiczna bajka o przyszłości, trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś w tle rozgrywa się dużo poważniejsza historia o redefinicji granic między maszyną a człowiekiem.

CL1 nie tylko przetwarza dane – on się uczy, a właściwie samokształtuje, reagując na nagrody i kary niczym organizm biologiczny. Neurony, osadzone na matrycy 59 elektrod, tworzą sieć, która rozwija się, reorganizuje i adaptuje do nowych bodźców. W klasycznym komputerze przepływ prądu jest prosty, przewidywalny i całkowicie pozbawiony woli. W CL1 już nie. Ten „mózg na chipie” potrafi sam ocenić, które połączenia są dla niego „korzystne” energetycznie, a które należy odrzucić. Brzmi niepokojąco znajomo? Bo to dokładnie tak, jak działa nasz własny układ nerwowy.

Fot. Cortical Labs

Firma Cortical Labs, znana wcześniej z eksperymentu DishBrain czyli gry wideo sterowanej przez 800 tysięcy neuronów ludzkich i mysich zrobiła krok dalej.

CL1 to nie laboratoryjny wybryk, lecz w pełni komercyjny produkt. Dostępny będzie nie tylko jako fizyczne urządzenie (w cenie ok. 35 tys. dolarów), ale również w formie zdalnego dostępu do chipów przez chmurę. Usługa „Wetware-as-a-Service” ma pozwolić naukowcom i firmom z całego świata testować, trenować i eksplorować potencjał neuronowych sieci organicznych bez konieczności posiadania własnego laboratorium biologicznego. Czyli w praktyce: możesz „wynająć” żywy mózg w chmurze.

Trudno się dziwić, że pomysł wywołuje ferment w środowisku technologicznym i naukowym. CL1 zużywa zaledwie 850-1000 watów energii, mniej niż przeciętna stacja robocza, a jednocześnie nie wymaga zewnętrznego komputera do działania. To kompletny, autonomiczny organizm obliczeniowy, który może przewyższyć tradycyjne systemy sztucznej inteligencji nie tylko szybkością uczenia, ale i sposobem „rozumienia” danych. Dla jednych to początek nowej ery przetwarzania informacji, dla innych otwarcie puszki Pandory, w której neurony stają się kolejnym komponentem do komercyjnej eksploatacji.

Fot. Cortical Labs

Warto jednak odłożyć emocje i spojrzeć technicznie: CL1 to konstrukcja na pograniczu bioinżynierii i informatyki kwantowej, z precyzyjnym systemem podtrzymywania życia dla komórek, regulacją temperatury, filtracją produktów metabolicznych i cyrkulacją gazów. Każda jednostka zawiera kulturę neuronową, która funkcjonuje w czasie rzeczywistym, reagując na bodźce generowane przez oprogramowanie sterujące.

Cortical Labs planuje stworzenie całych serwerów biologicznych, w których dziesiątki takich jednostek będą połączone w sieci przypominającej prawdziwy, choć sztucznie wyhodowany mózg. Brzmi jak przyszłość, ale równie dobrze może to być początek długiego i etycznie śliskiego eksperymentu z inteligencją, której natury sami nie jesteśmy pewni.

Oglądaj reportaż na Bloomberg:

Here’s How Biocomputing Works And Matters For AI | Bloomberg Primer

Twórcy CL1 zapewniają, że etyka stoi w centrum projektu. System ma być zgodny z regulacjami bioetycznymi, a zdalny dostęp przez WaaS ściśle kontrolowany. Ale czy rzeczywiście można mówić o „kontroli” w świecie, w którym komputer zaczyna się uczyć spontanicznie, szukając optymalnych rozwiązań, których nawet jego twórcy nie potrafią w pełni przewidzieć?

Dla sektora przemysłowego, medycznego i biotechnologicznego to nowy rozdział, lecz także pole minowe bo CL1 może nie tylko przyspieszyć odkrywanie leków, ale też wymusić zupełnie nowe podejście do pojęcia „obliczeń biologicznych”.

Cortical Labs nie kryje ambicji: ich celem jest stworzenie minimalnego funkcjonalnego mózgu (MVB) – sieci neuronowej o wystarczającej złożoności, by zachowywała się jak prawdziwy ludzki mózg, ale bez nadmiaru biologicznego „szumu”. To nie jest już wizja science fiction, lecz technologiczny program badawczy o bardzo konkretnym harmonogramie. Tyle że gdzieś po drodze pojawia się pytanie, które inżynierowie wolą omijać: czy „myśląca” sieć neuronowa z ludzkich komórek to jeszcze narzędzie, czy już forma życia?

Czytaj więcej na temat technologii w magazynie Nature: The CL1 as a platform technology to leverage biological neural system functions

Czy krzem ma jeszcze sens, gdy biologia zaczyna liczyć szybciej?

Zespół Cortical Labs kierowany przez Bretta Kagana mówi wprost: biologia skaluje się taniej niż krzem. W świecie, gdzie każdy kolejny nanometr litografii kosztuje miliardy, neuron rośnie sam. Stworzenie stu tysięcy komórek to wyzwanie, ale milion? To już tylko „ułamek więcej”. I choć skala bilionów wymagałaby technologicznego przeskoku, setki milionów neuronów pozostają w zasięgu ręki lub raczej pipety.

CL1 nie trafi do garażowych wynalazców z ambicjami Frankensteina zakup wymaga zaplecza laboratoryjnego i etycznej zgody na hodowlę linii komórkowych. „Nie chcemy, żeby ktoś bez umiejętności i zaplecza bawił się w to w domu”, mówi Kagan, Chief Scientific Officer w Cortical Labs. I trudno się dziwić, biokomputer to nie zestaw Arduino z neuronową naklejką.

Inwestorzy? Od hongkońskiego Horizons Ventures po amerykańskie In-Q-Tel, czyli fundusz venture CIA. Kiedy służby wywiadowcze inwestują w biologiczny hardware, można mieć pewność, że nie chodzi wyłącznie o naukową ciekawostkę.

Cortical Labs gra va banque ich ambicją jest „bioinżynieryjna inteligencja”, która nie tylko naśladuje człowieka, ale potencjalnie go przerasta. Kagan mówi o maszynach, które będą adaptacyjne, samoregenerujące i energooszczędne czyli dokładnie takie, jakimi chciałaby być każda technologia przyszłości. Różnica? Tym razem nie próbujemy, by maszyny udawały życie. One nim po prostu są.

A jeśli Kagan ma rację, to może się okazać, że granica między biologią a maszyną nie tyle się zaciera, co po prostu przestaje mieć znaczenie. Pytanie tylko, kto pierwszy uzna, że to już nie komputer, lecz nowy rodzaj istoty.

CL1 to pierwszy komercyjny biokomputer, który nie tylko symuluje, ale faktycznie ucieleśnia procesy myślenia. I może dlatego właśnie w świecie, w którym AI jest już wszędzie to nie kolejna linijka kodu, lecz organiczny impuls elektryczny, który naprawdę może zmienić wszystko. Bo jeśli komputer potrafi myśleć dzięki komórkom ludzkiego mózgu, to może najwyższy czas, byśmy zaczęli myśleć, dokąd ta technologia naprawdę nas prowadzi.