Australia niedawno zadeklarowała wydatki na autonomiczne drony podwodne w kwocie 1,1 miliarda dolarów amerykańskich. Środki te rząd w Canberze przeznaczy na rozwój floty autonomicznych pojazdów „Ghost Shark” – czytamy w komunikacie Reuters.
Program, realizowany wspólnie przez australijskie siły zbrojne i amerykański start-up Anduril Industries, ma zmienić sposób, w jaki Australia myśli o kontroli swoich wód terytorialnych i obecności w Indo-Pacyfiku. Minister obrony Richard Marles ogłosił, że Ghost Shark będzie „uzupełnieniem” floty nawodnej i podwodnej marynarki, ale w rzeczywistości ta deklaracja brzmi jak zapowiedź przełomu: to pierwsza w historii Australii próba zbudowania całkowicie autonomicznej siły uderzeniowej działającej pod powierzchnią oceanu.
Każdy z pojazdów Ghost Shark będzie mógł prowadzić działania obserwacyjne, wywiadowcze i rozpoznawcze, a także przeprowadzać precyzyjne ataki z dużej odległości od kontynentu. Oznacza to nie tylko zwiększenie zasięgu operacyjnego Australii, ale też redefinicję tego, jak rozumiemy „obecność wojskową”. Zamiast flotylli ludzi i okrętów, sieć cichych, trudnych do wykrycia jednostek sterowanych przez sztuczną inteligencję.
Więcej na temat projektu przeczytacie na: www.anduril.com/hardware/dive-xl/
I choć szczegóły, liczba jednostek, ich zasięg, a nawet dokładna konfiguracja pozostają tajne, sam fakt, że produkcja ma odbywać się w Australii, w fabryce Anduril w Nowej Południowej Walii, to sygnał budowania suwerenności technologicznej i kompetencyjnej.
Tempo, w jakim ten projekt się rozwija, budzi respekt. Od koncepcji do produkcji zaledwie trzy lata. W świecie zbrojeń, gdzie cykle rozwojowe potrafią trwać dekadę, to niemal błyskawica. Firma Anduril tłumaczy sukces wspólnym „podziałem ryzyka” z Królewską Marynarką Wojenną Australii. Dla biznesu obronnego to model wart obserwacji: partnerstwo publiczno-prywatne oparte nie na zamówieniu, lecz na wspólnej inwestycji w rozwój.
Ghost Shark to także część szerszej strategii. Australia równolegle inwestuje w program AUKUS budowę okrętów podwodnych z napędem atomowym we współpracy z USA i Wielką Brytanią, które mają wejść do służby na początku lat 30. W praktyce Ghost Shark staje się więc pomostem między teraźniejszością a przyszłością australijskiej marynarki projektem, który pozwoli wypełnić lukę technologiczną, zanim na wody wypłyną pierwsze atomowe jednostki.
Szef marynarki wojennej, Mark Hammond, nie kryje ambicji: Ghost Shark ma działać na dużych dystansach, być łatwo transportowany drogą lotniczą i rozmieszczany „na froncie”. To wizja elastycznej, zdecentralizowanej floty przyszłości zdolnej do działania w środowisku, które Hammond określił jako „coraz bardziej sporne i zatłoczone, ale wciąż najbardziej nieprzejrzyste na naszej planecie”.
W tle tej inwestycji pobrzmiewa twarda geopolityka. Od lat Australia mierzy się z rosnącą aktywnością chińskiej marynarki wojennej w swoich wodach. Ghost Shark, jak podkreśla Anduril, ma być odpowiedzią na to wyzwanie, systemem zdolnym do prowadzenia inteligentnych patroli i monitorowania oceanicznego terytorium kraju na niespotykaną dotąd skalę.

Decyzja, by finansować program w ramach istniejącego budżetu obronnego, może wydawać się konserwatywna, ale w rzeczywistości to ruch strategiczny: pokazuje, że autonomia nie jest już eksperymentem, lecz częścią głównego nurtu planowania obronnego.
Australijski resort obrony tłumaczy, że kraj nie ma wyboru: przy rozległej linii brzegowej i niemal trzech milionach kilometrów kwadratowych północnego oceanu do patrolowania, a przy stosunkowo niewielkiej populacji, automatyzacja to konieczność.
Jeśli program odniesie sukces, Australia może stać się nie tylko liderem w obronie morskiej, ale i pionierem w globalnym rynku autonomicznych systemów bojowych.
W styczniu 2026 roku pierwsze Ghost Sharki mają zejść pod wodę. Świat będzie patrzył uważnie nie tylko z ciekawością, ale i z pytaniem: czy właśnie tak wygląda przyszłość morskiej dominacji?



