WAMTECHNIK – Zielona energia to przyszłość
23/07/2010
Artykuł sponsorowany

O fotowoltaice i jej perspektywach rozwoju z Pawłem Kostrzewą, kierownikiem działu energii odnawialnych w firmie Wamtechnik, rozmawia Urszula Światłowska.

W bieżącym roku wprowadziliście Państwa linię produktów pod marką GreenTech Solar Energy. Dlaczego zdecydowaliście się na ten krok?

Paweł Kostrzewa: To nasza odpowiedź na potrzeby rynku. Fotowoltaika to przyszłość. Dlatego chcemy cały czas poszerzać ofertę związaną z odnawialnymi źródłami energii. Teraz pod wspólnym logo są układy regulacji ładowania, bateria słoneczna i turbina wiatrowa. Zależy nam, aby zaistnieć z tą marką nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Prezentowaliśmy już produkty GreenTech na targach na Litwie i Łotwie. Prowadzimy rozmowy z partnerem w Czechach.

Pod logo GreenTech są też turbiny wiatrowe…

Turbiny wiatrowe są uzupełnieniem fotowoltaiki i są dedykowane do tzw. systemów autonomicznych, czyli takich, których nie trzeba podłączać do sieci. W polskich warunkach zimą brakuje słońca i nie da się zbudować systemu solarnego, który byłby w 100% autonomiczny. Można to osiągnąć uzupełniając go właśnie o turbinę wiatrową.

Zielona energia nie jest dla Państwa nowością. Od jak dawna Wamtechnik zajmuje się fotowoltaiką?

W 2004 r. zostaliśmy na rynku polskim dostawcą wszystkich elementów do budowy tych instalacji. Wtedy też uczestniczyliśmy w pierwszym dużym projekcie. Dostarczyliśmy kilkaset baterii słonecznych i m.in. elektronikę i akumulatory do stacji pomiaru opadów i stanu wód i rzek Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Od 2007 roku wykonujemy też większe instalacje fotowoltaiczne podłączone do sieci.

Jakie były Państwa znaczące projekty?

Na pewno takim projektem była budowa największego w swoim czasie w Polsce systemu fotowoltaicznego na budynku należącym do Politechniki Warszawskiej. Moduły zainstalowane są na dachu i fasadzie budynku. To był pierwszy system fotowoltaiczny podłączony do sieci. Gdy ogłoszono przetarg, miał być to największy system w Europie Środkowowschodniej, ale podczas budowy wyprzedzili nas Czesi. Od tego czasu co rok realizujemy duże projekty. Na początku tego roku uruchomiliśmy system fotowoltaiczny o mocy 21 kW dla Ambasady Japonii w Warszawie. Wcześniej wykonaliśmy między innymi dla firmy Frosta system o mocy 80 kW oraz elektrownię fotowoltaiczną o mocy 21 kW w Rybniku. Co ciekawe w tym przypadku inwestor był osobą fizyczną.

A w jakim projekcie teraz uczestniczycie?

W tym roku uczestniczymy w projekcie montażu i stawiania lamp hybrydowych do oświetlania dróg w gminie Trzebownisko koło Rzeszowa. To systemy autonomiczne, które wykorzystują trzy szybko rozwijające się technologie – diody LED, systemy fotowoltaiczne i małe turbiny wiatrowe. My dostarczamy komponenty. Tego typu oświetleniem zainteresowane są przede wszystkim gminy wiejskie, ponieważ lampy doskonale sprawdzają się w miejscach, w których nie ma dostępu do sieci energetycznej. Podobne projekty będą niebawem realizowane w kolejnych gminach, a my chcemy w nich uczestniczyć. Nie startujemy w przetargu na głównego wykonawcę, ale chcemy się zająć dostawą podzespołów. Choć może w przyszłości będziemy w wybranych przetargach uczestniczyć samodzielnie.

Jaki udział w przychodach przedsiębiorstwa ma fotowoltaika?

Ok. 10% przychodów naszego przedsiębiorstwa pochodzi z fotowoltaiki. Choć to na razie niewiele, to jeżeli będą odpowiednie warunku rozwoju za pięć–dziesięć lat może będziemy zatrudniać 200 lub więcej osób, które będą się zajmować tylko fotowoltaiką.
Nasz udział w rynku szacuję na mniej więcej 60%. Udało się nam to osiągnąć dzięki konsekwencji w działaniu i utworzeniu odpowiednich zapasów magazynowych. By być konkurencyjnym, nie można wydłużać czasu realizacji dostaw. A większość produktów, które w Polsce cieszą się największą popularnością, jest produkowanych na Dalekim Wschodzie. Kluczową rolę odgrywa tu cena. Te same wyroby wytwarzane np. w Niemczech są dwa–trzy razy droższe, a cena baterii słonecznych jest wyższa o blisko 20–30%. Bardzo popularna bateria słoneczna renomowanego światowego producenta kosztuje 1500 zł, a sprowadzona z Dalekiego Wschodu – 1000 zł. Oszczędność widać gołym okiem.

Jeżeli porównamy systemy fotowoltaiczne do kolektorów słonecznych to…

Sprawności kolektorów kształtują się obecnie na poziomie 80–85%. Osiągnęły już maksimum rozwoju. Oznacza to, że jeżeli do ogrzania wody w budynku potrzebujemy czterech–pięciu kolektorów słonecznych, to tak już zostanie. Natomiast fotowoltaika cały czas się rozwija. Teraz sprawność typowych baterii słonecznych to 13–14%. W warunkach laboratoryjnych udaje się ją zwiększyć do 30–40%. Mówi się też o nanotechnologii dla baterii słonecznych. W przyszłości mogą to być nanowarstwy, które będą wytwarzały prąd. Na przykład słup solarny będzie można pokryć specjalną farbą wytwarzającą energię elektryczną. Brzmi to trochę jak science-fiction, ale na tym polega urok rozwoju technologii.

Wspomniał Pan, że fotowoltaika to przyszłość. Jakie są jej perspektywy rozwoju w naszym kraju?

Wiele zależy od tego czy uda się zawrzeć wydatki na fotowoltaikę w unijnym budżecie na lata 2014–2020. W obecnym nie ma programów operacyjnych, które wspierałyby rozwój tej dziedziny. Gdy zaczynaliśmy w 2004 r. w Polsce, w porównaniu z Zachodem inwestycje w to źródło energii były mikroskopijne. Baterii słonecznych było jak na lekarstwo i nikt nie zadbał o dofinansowanie fotowoltaiki. A że warto, to widać na przykładzie tego co się działo z kolektorami słonecznymi. Tu lobbing okazał się skuteczny. Swego czasu głośno było o pionierskim projekcie, gdy w jednej z gmin zainstalowano 300 kolektorów. Gmina wzięła na siebie ciężar zorganizowania środków finansowych, potem kolektory oddała mieszkańcom w dzierżawę za 15% wartości. Inne gminy poszły za jej przykładem. Teraz takie programy ruszają w całym kraju, np. w Pruszkowie. Chętnych liczy się w tysiącach… A środowisko związane z fotowoltaiką musi wziąć z tego przykład. Wprowadzenie narzędzia w postaci feed-in-tariff (gwarancje cen zakupu energii z instalacji fotowoltaicznych) okazało się najskuteczniejszą formą promocji fotowoltaiki i tutaj należy szukać rozwiązań dla Polski. Zwłaszcza jeżeli spojrzymy jakie inwestycje w fotowoltaikę są w Czechach, nie mówiąc o liderach, jak Niemcy czy Hiszpania. To pokazuje, że nie ma innej drogi i trzeba zadbać o to, by odpowiednie zapisy znalazły się w programach operacyjnych oraz należy lobbować w kierunku wprowadzenia w Polsce feed-in-tariff.