Lurgi to prawie 1500 pracowników pracujących w biurach projektowych na całym świecie. Polski oddział znajduje się w Krakowie. Zatrudnia ponad 250 osób. Kontynuuje tradycję Biura Projektów Przemysłu Naftowego, które powstało w 1949 roku.

Jako młody inżynier, Andreas Golombek projektował to co w teatrze na pierwszy rzut oka niewidoczne – maszynerię, która znajduje się wysoko nad sceną. To dzięki niej kurtynę opuszcza się z dokładnością do pół milimetra na 20 metrów jej długości. Jeżeli kurtynę opuści się za bardzo, to będzie źle wyglądała, a jeżeli za mało – widzowie zobaczą prześwit.
– Scena to jedyne miejsce, gdzie ludzie pracują pod dźwigami – wspomina. – Dlatego tak ważne jest bezpieczeństwo i precyzja takich konstrukcji – dodaje. Dzisiaj Golombek jest prezesem Lurgi S.A. Teatr zamienił na o wiele bardziej niebezpieczne zajęcie.
– W krakowskim biurze Lurgi zajmujemy się przede wszystkim projektami rafineryjnymi. Projektujemy, nadzorujemy, zarządzamy kontraktami, wybieramy dostawców i podwykonawców, ale sami nie budujemy. Zarówno technologie, jak i materiały, z którymi pracujemy na co dzień, są niebezpieczne – grożą wybuchem. Nie ma miejsca na fantazję. Wszystko musi być zaprojektowane i wykonane wg norm bezpieczeństwa, a nawet lepiej – opisuje Golombek.

Platforma wybucha, branża się zmieni

Mimo że Lurgi nie realizuje żadnych projektów związanych z wydobyciem ropy, to tragedia, która rozpoczęła się 20 kwietnia w Zatoce Meksykańskiej z udziałem BP, może mieć wpływ na całą branżę.
– Było wiele przypadków, że firmy wycofały się z projektów rafineryjnych, żeby wejść w offshore, gdzie marże są zdecydowanie wyższe – mówi Golombek. Jego zdaniem póki nie zostanie opanowany wyciek w Zatoce, nie ma co myśleć o nowych projektach na morzu, a normy związane z bezpieczeństwem zostaną jeszcze bardziej zaostrzone dla całej branży. Lurgi jest na to
przygotowane.
– Dla nas bezpieczeństwo jest numerem jeden. Często zdarza mi się odmawiać wykonania jakichś przedsięwzięć, mimo że można na nich całkiem sporo zarobić. Mówię „nie” m.in. z tego powodu, że nie jestem pewny czy wykonanie kontraktu będzie bezpieczne – wyjaśnia Golombek.
– Dzisiaj menedżer zarządza ryzykami, które są olbrzymie. Dla nas mimo kilkudziesięcioletniego doświadczenia każda instalacja jest nowa. To nie jest produkcja seryjna. Wszystko może się zdarzyć. Tak jak to miało miejsce w przypadku BP. To bardzo ciekawy przykład. Pokazuje, że musimy być odpowiedzialni, bo pracujemy i rozwijamy technologie tam, gdzie jest to bardzo niebezpieczne zarówno dla samych ludzi, jak i dla całych ekosystemów – dodaje.

60 lat doświadczeń procentuje

Kilka lat po II wojnie światowej krakowskie Biuro Projektów Przemysłu Naftowego, którego następcą jest Lurgi S.A., wykonuje dokumentację techniczną i nadzoruje rekonstrukcję zniszczonych instalacji w 5 rafineriach: Jedlicze, Jasło, Glinik, Trzebinia, Czechowice. Następnie, pod koniec lat 50., BPPN zostaje wybrane na biuro koordynujące budowę Mazowieckich Zakładów Rafineryjnych i Petrochemicznych w Płocku, a więc obecnego Orlenu. W latach 70. już pod nową nazwą Biuro Projektów i Realizacji Inwestycji Rafinerii Nafty „Bipronaft” firma zostaje generalnym koordynatorem projektu i budowy rafinerii ropy naftowej w Gdańsku (należącej obecnie do Grupy Lotos).
– Do dzisiaj cała dokumentacja dotycząca budowy wymienionych obiektów znajduje się w naszej firmie, przy ulicy Mogilskiej w Krakowie. To ogromny kawał historii polskiego przemysłu – mówi Golombek. Lata 70. to początek współpracy międzynarodowej, otwarcie na zagraniczne technologie i praca dla klientów z Libii, Chorwacji, Czech, Iraku, Austrii i Japonii. W 2003 roku firma zmienia nazwę na Lurgi S.A. Lata doświadczeń i współpraca z największymi firmami na polskim rynku procentują – oferta Lurgi S.A. okazuje się najlepsza i w 2007 roku tuż przed rozpoczęciem kryzysu firma podpisuje z Lotosem duże i kilkuletnie kontrakty w ramach realizowanej strategii 10+.

Kontrakt z Lotosem: Program 10+

Pierwszy kontrakt dotyczył instalacji do produkcji wodoru (HGU) wykorzystywanego potem w procesach odsiarczania (instalacja HDS) oraz hydrokrakingu (instalacja MHC). Przedsięwzięcie było realizowane w formule „pod klucz”. Jego wartość to około 82 milionów euro. To standardowa już dla Lurgi instalacja, wykonywana w podobny sposób w wielu miejscach na świecie. Nie sprawiła ona doświadczonej firmie większych kłopotów. Umożliwia produkcję 7 ton gazu wodorowego na godzinę. Czystość wyprodukowanego wodoru jest prawie stuprocentowa. Jako wsad do instalacji HGU można stosować LPG, benzynę lekką lub gaz ziemny. Produkcja oparta jest na technologii katalitycznego reformingu węglowodorów z parą wodną, w temperaturze ponad 850ºC, oraz wydzieleniu wodoru z tak powstałego gazu syntezowego przy użyciu technologii PSA (ang. Pressure Swing Adsorption).

Destylacja na 10+

Drugi kontrakt o wartości 125 milionów euro wymagał o wiele więcej tak od projektantów, jak i wykonawców, których prace nadzorowało Lurgi S.A. Mowa o Instalacji Destylacji Ropy Naftowej o wydajności 4,5 miliona ton na rok. Jak wspomina prezes Golombek największym przeciwnikiem na placu budowy była zima, a najtrudniejszym wyzwaniem transport i montaż na fundamentach ogromnych kolumn. Przebyły one drogą śródlądową i potem morską 1200 km do Gdańska na nabrzeże rafinerii należącej do Lotosu. – Od tego momentu liczył się każdy centymetr. Ogromne wieże do destylacji przenoszone na wieloosiowych wózkach musiały się zmieścić pod czynnymi rurociągami, biegnącymi po estakadach. Największa z nich – kolumna C9 – przeszła z zapasem zaledwie 2 cm pod estakadami, na których zamontowane były działające w rafinerii rurociągi. Tuż przed pionowaniem kolumny spadł śnieg. Na ważącej 240 ton leżącej wieży znalazły się 3 tony białego puchu, który po spionowaniu nie chciał się oderwać. Z pomocą przyszła zakładowa straż pożarna. Operacja zakończyła się pełnym sukcesem zarówno pod względem wykonania założonego budżetu, jak i harmonogramu. Golombek podkreśla, że nie to jest dla niego najważniejsze.
– Dla mnie największym sukcesem każdej budowy jest to, że nikomu nic się nie stało. Tak było w Gdańsku. Cieszę się z tego ogromnie – mówi prezes, który przyznaje, że nie przespał wielu nocy bojąc się, że coś nieprzewidzianego jednak się wydarzy.
– Na tak dużej budowie trzeba skoordynować działania dziesiątek niezależnych firm. Poza tym trzeba apelować do ludzkiej wyobraźni, by obyło się bez wypadków – to najważniejsza i zarazem najtrudniejsza praca – mówi Golombek.
W projektowaniu bezpiecznych rozwiązań inżynierów z Lurgi wspomagają najnowsze technologie komputerowe. Takie jak program 3D Plant Design System, który pozwala na trójwymiarowe modelowanie wykonywanych prac. Dzięki temu można uniknąć wielu zagrożeń już na etapie projektowania.
W realizacji kontraktów w Gdańsku pod nadzorem krakowskiej spółki uczestniczyli wykonawcy z Polski. Dostawę materiałów montażowych oraz montaż obiektowy dostarczonej aparatury dla projektu instalacji wodoru zapewniła Energoaparatura. Wartość tego kontraktu to 4 289 440 zł (cena przeliczona z euro po kursie 3,20 PLN). Z kolei inna, również notowana na warszawskiej giełdzie spółka – Naftobudowa – miała za zadanie wykonanie montażu reformera, prefabrykację i montaż rurociągów oraz montaż aparatury. Te prace warte były prawie 7 milionów euro. Dowodem na to, że współpraca układała się dobrze, może być jej kontynuacja. Tak też się dzieje. Naftobudowa za 11 milionów euro dla Lurgi GmbH, od którego w 100 proc. zależna jest krakowska
Lurgi S.A., zrealizuje kolejny, podobny do gdańskiego kontrakt – prefabrykację i montaż rurociągów, montaż reformera oraz aparatury na instalacji wodoru. Tym razem w Holandii. Jak się współpracuje prezesowi
Lurgi S.A. z polskimi firmami? Czym się wyróżniają spośród innych partnerów?
– Polskie firmy są bardzo elastyczne – zachwala Golombek.
Instalacja destylacji (CDU/VDU) wykonana pod nadzorem Lurgi S.A. to znaczący element służący do realizacji strategii, której celem jest dostosowanie produkcji do wymagań rynku, jak również zwiększenie możliwości dywersyfikacji źródeł dostaw ropy naftowej.

Lotos i globalizacja pomogły przetrwać kryzys

Niegdyś regularnie grający w niemieckiej III lidze w piłkę ręczną Golombek nie unika porównań swojej pracy do sportu.
– Projektowanie to gra w drużynie. Liczy się zgrany zespół – mówi.
Lurgi to zespół międzynarodowy. Między innymi dzięki temu udało się firmie przetrwać kryzys bez szwanku. Gdy polskie biuro ma mniej pracy, inżynierowie przydzielani są do innych projektów, realizowanych przez Lurgi na całym świecie i vice versa. W czasie kryzysu Lurgi w Polsce realizowało wspomniane projekty dla Lotosu. Naturalnie pomagali im inżynierowie z innych biur należących do koncernu. – Wygląda to tak, że podpisujemy kontrakt jako Lurgi i rozdzielamy go do biur na całym świecie. Dzisiaj część pracujących w Krakowie osób projektuje instalację do produkcji tworzyw sztucznych, która ma powstać w Brazylii – mówi Golombek. To możliwe dzięki zastosowaniu najnowocześniejszego oprogramowania i globalnej sieci komputerowej.
– Jednym z naszych celów jest to, żeby jak najwięcej osób poznało różne biura. Przynajmniej 10 proc. osób z każdej krajowej spółki pracowało w innej firmie należącej do koncernu – dodaje.
Rynek, na którym działa Lurgi, jest bardzo cykliczny. – Gdy w 2007 roku byliśmy na szczycie, to wielu inwestorów miało problem ze znalezieniem dobrych biur projektowych. Roboczogodziny były na najwyższym poziomie. Materiały rekordowo
drogie. Nie można było zrobić porządnej kalkulacji, bo ceny potrafiły zmieniać się z godziny na godzinę. Dzisiaj musimy o wiele bardziej walczyć o klienta i aktywnie pozyskiwać kontrakty – mówi Golombek. W tym momencie olbrzymie znaczenie ma to, że drużyna Golombka pracuje w stabilnym składzie.
– Pracownicy są z nami po kilkadziesiąt lat. Identyfikują się z firmą – mówi prezes.
Lurgi S.A. to firma regularnie nagradzana w konkursach na najlepszego pracodawcę Małopolski. Kilkadziesiąt osób z polskiego biura biegle zna język rosyjski. Z tego też powodu polskie biuro realizuje projekty dla firm rosyjskich. – Aktualnie w krakowskim biurze realizujemy dwa takie projekty – mówi prezes.

Dużych projektów nie będzie

Po zakończeniu Programu 10+ w Rafinerii Gdańskiej Golombek nie przewiduje kolejnych tak dużych (Lotos zabudżetował na program ponad 1,5 miliarda euro) programów w branży rafineryjnej w Polsce. – Polski rynek rafineryjny jest mały. Mamy dwa koncerny, Orlen i Lotos, które produkują odpowiednią ilość paliwa na potrzeby lokalnej konsumpcji. W zeszłym roku zrobiliśmy dużą ofertę dla Możejek, ale ta instalacja została kompletnie wstrzymana i to jest dla mnie jednoznaczny sygnał, że rynek na duże projekty nie jest gotowy. Naturalnie mniejsze przedsięwzięcia po 100–150 milionów euro będą realizowane – ocenia Golombek, dodając, że w Możejkach inwestycje mogą zacząć się dopiero wtedy, kiedy zostanie rozwiązany problem dostaw i odbioru surowca do tej rafinerii. Prezes mówi też o rynkach finansowych. – Pieniędzy na rynku nie brakuje. Dzisiaj inwestorzy jednak wolą inwestować w takie instrumenty jak obligacje państwowe. To bardziej stabilny rynek.

Czas na jeszcze bardziej ekologiczne technologie?

Sytuacja na rynku światowym pokazuje, że aby wydobyć złoża surowców trzeba coraz bardziej brnąć w nieznane i podejmować ogromne ryzyko – tak jak koncern BP. Można tego uniknąć wykorzystując kilka sposobów jednocześnie. Pierwszym jest zwiększenie sprawności już działających instalacji.
– Lurgi posiada np. technologię zgazowania węgla oraz pozostałości po destylacji ropy naftowej – mówi Golombek. – Jesteśmy także bardzo mocni w technologiach oczyszczenia gazu syntezowego – dodaje.
Drugim sposobem na zmniejszenie zapotrzebowania na paliwa kopalne jest właśnie zwiększenie produkcji paliw syntetycznych. – Ropa kiedyś się skończy. To jest olbrzymie wyzwanie dla nas wszystkich. Już od dawna potrafimy produkować syntetyczne paliwa. One nie mogą jednak być konkurencją dla produkcji żywności. Najbardziej odpowiedni i realizowany przez Lurgi już dziś jest temat produkcji biopaliw z biomasy – przekonuje Golombek.
Prezes w produkcję energii elektrycznej bezpośrednio z wiatru i słońca na dużą skalę w Polsce raczej nie wierzy.
– Bardziej jestem zwolennikiem powiązania energii słonecznej z produkcją wodoru w procesie elektrolizy – mówi.
Największą barierą w inwestycjach związanych z ograniczeniem emisji CO2 do atmosfery jest to, że są one droższe od tradycyjnych technologii i bez odpowiednich zachęt podatkowych, certyfikatów ekologicznych po prostu nie opłacają się finansowo. System zachęt inwestycyjnych funkcjonuje, jednak jego stabilność pozostawia wiele do
życzenia.
– Dzisiaj nie ma na rynku pewnych cen. Mimo ogólnej woli politycznej co chwilę zmieniane są zasady dotyczące ulg podatkowych. Każdy kto w tej branży inwestuje chce mieć 10-letni biznesplan zbudowany na stabilnych fundamentach. Przykład – w dalszym ciągu dyskutujemy o zwiększaniu limitów emisji CO2. Tak długo jak trwa ta dyskusja, większość inwestycji będzie zawieszona – twierdzi Golombek.
Przyszłość polskiego biura
Dzięki dużym kontraktom podpisanym przed kryzysem i globalizacji, inżynierowie z ulicy Mogilskiej w Krakowie spowolnienia w gospodarce tak bardzo nie odczuli. W tej chwili największym wyzwaniem dla Golombka i Lurgi jest właśnie internacjonalizacja pracy i zwiększenie mobilności osób, które pracują w grupach. – Nie ma znaczenia jakiej jesteś narodowości. Jesteś albo dobrym, albo złym inżynierem. Albo dobrym, albo złym technologiem – przekonuje Golombek. Na temat przyszłych zleceń, które będą realizowane przez jego zespół w Krakowie, nie chce się za dużo wypowiadać.
– Powiem tylko, że rozmowy są prowadzone i idą w bardzo dobrym kierunku – kończy. ■